Ostatnia elektrownia węglowa miała być. Zarzuty dla 25 osób, szkoda ponad 1 mld zł
Prokuratura postawiła zarzuty 25 osobom z władz Energi, Enei i Elektrowni Ostrołęka w sprawie niedoszłego bloku węglowego. Według śledczych szkoda majątkowa przekracza 1 mld zł, a inwestycję wstrzymano jeszcze w 2020 roku.
Prokuratura Regionalna w Białymstoku postawiła zarzuty 25 osobom w śledztwie dotyczącym niedoszłej budowy bloku węglowego Elektrowni Ostrołęka. Jak podał na piątkowej konferencji rzecznik prokuratury Zbigniew Szpiczko, zarzuty dotyczą władz spółek energetycznych z lat 2018–2019. Czynności prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Czego dotyczą zarzuty
Śledczy zarzucają członkom zarządów i rad nadzorczych Elektrowni Ostrołęka, Enei i Energi niedopełnienie obowiązków. Według prokuratury szkoda majątkowa w tych spółkach przekracza 1 mld zł. Podstawą jest art. 296 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do 10 lat więzienia.
Jeden z wątków dotyczy zgody na rozpoczęcie prac przez generalnego wykonawcę. Zdaniem śledczych zgodzono się na to, mimo że projekt wart ponad 6 mld zł nie miał zapewnionego finansowania. Drugi wątek to udział elektrowni w aukcji głównej rynku mocy w 2018 roku. Wynikła z niej umowa, która nakładała obowiązek gotowości do dostarczania energii przez 15 lat od początku 2023 roku. Prokuratura uważa, że podpisano ją wtedy, gdy wiadomo było, że spółka nie zdoła się z niej wywiązać. Skutkiem miało być zapłacenie blisko 78 mln zł kar umownych.
Historia projektu
Budowę nowego bloku węglowego Energa rozpoczęła w 2009 roku, ale trzy lata później wstrzymała ją z powodu problemów z finansowaniem. W 2016 roku połowę udziałów kupiła Enea. W 2018 roku konsorcjum GE Power i Alstom wygrało przetarg na blok o mocy 1000 MW za ponad 6 mld zł. Ówczesny minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiadał, że będzie to „ostatnia elektrownia węglowa w Polsce”.
Wiosną 2020 roku budowę zawieszono, a spółka celowa odpisała wartość projektu o 1 mld zł. W 2021 roku podpisano umowę na blok gazowo-parowy o mocy 745 MWe, którego oddanie do eksploatacji planowano na połowę lutego 2027 roku. Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z sierpnia 2025 roku uznała rozliczenie inwestycji za niegospodarne, wskazując, że spółka zaakceptowała roszczenia wykonawcy przekraczające 958 mln zł netto bez ich weryfikacji.
Co z podejrzanymi i co dalej
Nikt z 25 podejrzanych nie przyznał się do winy, a część z nich złożyła wyjaśnienia. Nie wnioskowano o areszty. Zastosowano poręczenia majątkowe od 30 tys. zł do 500 tys. zł, zakazy kontaktowania się z innymi podejrzanymi i świadkami oraz zakazy pełnienia funkcji kierowniczych w spółkach z większościowym udziałem Skarbu Państwa. Prokuratura nie podaje dalszych planów procesowych. Jak podano, postępowanie wszczęto w lipcu 2022 roku na podstawie zawiadomień NIK oraz posła Adama Szłapki.
„Przyszedł czas, żeby tę inwestycję porządnie rozliczyć” – mówił Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.
Co to oznacza dla firm i energetyki
Źródła nie łączą tej sprawy z projektami energetyki jądrowej ani z firmą Westinghouse, dlatego nie ma podstaw, by mówić o bezpośrednim wpływie na te inwestycje. Dla przedsiębiorców z branży sprawa pokazuje ryzyko projektów, które ruszają bez zapewnionego finansowania. Według śledczych to właśnie brak pokrycia kosztów miał być źródłem strat. Dla spółek energetycznych oznacza to kolejne postępowanie dotyczące rozliczeń dużych inwestycji. Na razie są to jednak zarzuty, a nie wyrok.