Fala zwolnień w Europie: KLM chce ciąć 5 tys. etatów, Schaeffler 3460 miejsc pracy
Holenderski przewoźnik KLM planuje ograniczyć zatrudnienie o około 5 tys. osób, czyli niemal 15 proc. załogi. Niemiecki koncern Schaeffler zapowiada likwidację 3460 miejsc pracy i zamknięcie pięciu zakładów. Oba przypadki pokazują, jak rosnące koszty i słabnący popyt przekładają się na decyzje kadrowe.
Dwie duże firmy z różnych branż jednego dnia zapowiedziały ograniczenie zatrudnienia. Według informacji podawanych przez Bankier.pl i PAP holenderskie linie lotnicze KLM chcą zlikwidować około 5 tys. miejsc pracy. Oznacza to niemal 15 proc. obecnej załogi. Z kolei, jak podaje Reuters za portalem pulsHR, niemiecki Schaeffler zamierza usunąć 3460 etatów i zamknąć pięć fabryk w Europie.
KLM: paliwo, opłaty i brak pieniędzy na flotę
Jak wynika z relacji, przewoźnik tłumaczy plan rosnącymi kosztami działalności. Wymieniono drogie paliwo i wyższe opłaty lotniskowe, a także potrzebę poprawy rentowności. Firma potrzebuje również dodatkowego miliarda euro na inwestycje we flotę. Równocześnie rezygnuje z zakupu nowych samolotów Airbus.
Najważniejszym narzędziem ma być odejście pracowników na zasadzie dobrowolności oraz nieobsadzanie zwalnianych stanowisk. Część obowiązków zostanie przekazana firmom zewnętrznym, a obsługa klienta ma być bardziej zcyfryzowana. Zmiany obejmą m.in. obsługę naziemną KLM Cityhopper oraz część operacji związanych z bagażem. Rozważane jest też wydłużenie czasu pracy personelu pokładowego. Prezes Marjan Rintel ostrzegła, że dalsze funkcjonowanie przewoźnika nie jest przesądzone.
Plan wywołał krytykę dwóch największych holenderskich związków zawodowych, CNV i FNV. Związek De Unie ocenił go łagodniej, zauważając, że zarząd nie zapowiada przymusowych zwolnień. KLM zamierza rozmawiać z związkowcami o wzroście produktywności, zwłaszcza w 2028 r.
Schaeffler: koszt pracy w Niemczech i słabnący popyt
Schaeffler planuje redukcje w 16 zakładach. Największe cięcia dotkną Niemiec, gdzie do 2028 r. pracę ma stracić około 2660 osób. Według prezesa Klausa Rosenfelda koszty osobowe firmy w Niemczech są około 2,5 razy wyższe niż w innych krajach europejskich. Jak powiedział Reutersowi, zmiany mają pozwolić utrzymać konkurencyjność projektowania i produkcji w Niemczech i Europie.
Koncern wskazuje też na osłabienie popytu na samochody spalinowe, wolniejszy od oczekiwań rozwój aut elektrycznych oraz presję chińskich firm. Według szacunków firmy restrukturyzacja przyniesie około 300 mln euro oszczędności rocznie do 2030 r. Jednorazowe koszty wyniosą około 480 mln euro, z czego większość ma trafić do wyników za 2026 r. Wynagrodzenia członków zarządu mają zostać obniżone o 10 proc. w ciągu dwóch lat. Prezes nie wykluczył kolejnych cięć po 2028 r., ale zastrzegł, że najpierw trzeba wynegocjować obecny program.
Co to oznacza dla firm
Dla dostawców motoryzacji i przewoźników sygnał jest jasny: koszty pracy, energii i paliwa oraz słabnący popyt wymuszają zmiany w planach na kolejne lata. Firmy z łańcucha dostaw Schaefflera mogą odczuć presję na ceny i terminy, a kontrahenci będą prawdopodobnie szukać oszczędności. Inwestorzy będą natomiast obserwować, czy restrukturyzacje przełożą się na poprawę rentowności, bo obie firmy wskazują na wysokie koszty jednorazowe i zapowiadają długie negocjacje ze związkami.